Dziś przepis z apelem o niewyrzucanie liści rzodkiewki. Sama przez długi czas tak robiłam, aż do chwili, gdy odkryłam (na blogu icantbeleieveitsvegan) przepis na pesto z tychże liści. Także apeluję i zachęcam do wypróbowania przepisu z moimi modyfikacjami. Składniki
pęczek liści rzodkiewki
parę kawałków suszonych pomidorów w zalewie (ja dałam 4)
1/3 filiżanki oleju/oliwy
1/4 filiżanki wody (lub więcej w zależności od tego jaką chcecie uzyskać konsystencję)
dwa ząbki czosnku
po łyżeczce oregano i bazylii (ja dałam około 5 świeżych liści bazylii)
po porządnej garści uprażonych (na suchej patelni) pestek słonecznika i dyni
łyżeczka płatków drożdżowych (opcjonalnie)
pieprz oraz sól do smaku
Przygotowanie:
Wszystkie składniki umieścić w blenderze, miksować do uzyskania pożądanej konsystencji.
Ja jadłam z makaronem, ale równie dobrze smakuje na kanapce, lub bez żadnych dodatków.
Nie jestem osobą wierzącą, a wszelkie święta kościelne traktuję symbolicznie, jako podtrzymanie tradycji, co nie przeszkadza mi wcale w kulinarnych eksperymentach. Mój stół wielkanocny był wyjątkowo obficie zastawiony w tym roku, zrobiłam dwa rodzaje pasztetów, babkę, tofurnik na zimno, hummus, twarożek z tofu, pesto z liści rzodkiewki, żurek oraz roladę z pieczarkami i szpinakiem. Około 22.00 dzień przed niedzielą wielkanocną zorientowałam się, że nie upiekłam babki! Pamiętam gdy jeszcze jako dziecko przyglądałam się jak robi ją moja babcia, ucierając wszystkie składniki w makutrze.. niestety babcina baba nie była wegańska, a ja nie posiadam makutry, więc przedstawiam zmodyfikowany przepis na nieco wilgotną w środku i chrupką na zewnątrz wielkanocną babę Składniki:
250 g mąki
150g cukru
1 - 2 łyżki soku z cytryny
kubek mleka roślinnego
2/3 kubka oleju
łyżka octu jabłkowego
szczypta soli
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 łyżki naturalnego kakao
garść sparzonych rodzynek lub innych bakalii (opcjonalnie)
olej i kasza manna (do przygotowania formy)
Przygotowanie:
Do wymieszanych suchych składników i rodzynek (oprócz kakao) dodać mokre (wcześniej do mleka dodać łyżkę octu i odstawić na 5-10 minut), zmiksować.
Połowę ciasta wlać do formy do pieczenia (mniej więcej litrowej) wysmarowanej olejem i obsypanej kaszą manną, do pozostałej masy dodać kakao, ponownie wymieszać i przełożyć do formy.
Piec w piekarniku nagrzanym do 170 st. C, przez około 40-50 minut.
Ps.Cudownie smakuje popijana mlekiem ryżowym.
Robiąc babę możemy sobie potańczyć np. przy piosence znakomitej Renaty Przemyk ;)
Witam wszystkich gorąco po dość długiej przerwie, spowodowanej brakiem dostępu do własnego laptopa. Dziś prezentuję przepis na absolutnie przepyszne naleśnikowe zawijasy, który został zaczerpnięty z książki Z miłością według Radże. Książkę bardzo polecam, jest to pierwsza w 100% wegańska pozycja na mojej półce, ale na pewno nie ostatnia. Póki co wypróbowałam dwa przepisy - oba koniecznie do powtórzenia
Składniki na ciasto naleśnikowe:
szklanka mleka roślinnego
szklanka wody
szklanka mąki pszennej
pół szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej
100g liści szpinaku
szczypta soli
2 łyżki soku z cytryny
łyżka mielonej kolendry (radzę nie pomijać tej przyprawy, bowiem zupełnie zmienia smak potrawy)
łyżeczka czarnego pieprzu
łyżka oleju/oliwy
Składniki na farsz:
pół główki białej kapusty
800g obranych ziemniaków
kostka pokruszonego, twardego tofu (około 200g)
duża cebula
dwa małe ząbki czosnku (ew. czosnek granulowany)
sok wyciśnięty z połowy cytryny
łyżeczka oregano
sól i pieprz do smaku
olej/oliwa do smażenia
Przygotowanie:
Wszystkie składniki na ciasto dokładnie zblendować (po to, aby większe kawałki szpinaku nie przyklejały się do patelni). Z powstałego ciasta smażyć niezbyt grube naleśniki.
Ziemniaki ugotować, rozgnieść. Kapustę drobno poszatkować, podsmażyć do zrumienienia. Cebulę pokroić w kostkę i również podsmażyć. Kapustę, cebulę, i pozostałe składniki na farsz dodać do ziemniaków, wymieszać.
Na każdym naleśniku równomiernie rozprowadzić farsz, zwinąć w rulon i pokroić. Każdego zawijasa podsmażyć na patelni do zarumienienia.
Można podawać zarówno na ciepło jak i na zimno, idealnie nadają się do zaserwowania na przyjęciu w towarzystwie sałatki i jakiegoś sosu (ja jadłam z sałatką z kapusty pekińskiej, papryki, kukurydzy, ogórka, rukoli, kiełków i rzodkiewki oraz dipem fasolowym i sosem chilli) Smacznego!
2013 rok stawia przede mną nowe wyzwania kulinarne, ponieważ m.in za sprawą - tego wykładu, ale też dzięki wielu innym czynnikom postanowiłam przejść na bardziej wegańską stronę mocy. Niedawno zrobiłam swój pierwszy wegański tort na osiemnaste urodziny mojej przyjaciółki, który możecie podziwiać na pierwszym zdjęciu ;) Przepis na biszkopt i krem kokosowy wzięłam - stąd, z kolei na przełożenie i nasączenie - stąd. Jak na pierwszy raz wyszedł całkiem nieźle, może był nieco zbyt słodki, następnym razem dodam jakiś kwaskowaty owoc np. kiwi. Na początku stycznia po raz pierwszy wybrałam się z mamą do Warszawy. Nie obyło się bez przygód, których dostarczyło nam PKP. Jechałyśmy pociągiem z przesiadką w Poznaniu, na którą z powodu wcześniejszego- 40 minutowego postoju nie zdążyłyśmy, w wyniku czego dotarłyśmy do celu 4 godziny później niż planowałyśmy.. ale cóż, takie są uroki podróżowania pociągiem. Przed wyjazdem ułożyłam sobie listę miejsc do zwiedzenia, w tym całkiem sporo wegetariańskich barów i restauracji. Udało mi się odwiedzić dwie z nich, a mianowicie SmaczneGO i Loving Hut. W pierwszym zamówiłam pierożki z warzywami (cukinia, papryka, pieczarki, kukurydza) były dobre, jednak sos, którym zostały polane nie smakował mi i zepsuł ogólne wrażenie. Moja mama wzięła pierogi indyjskie faszerowane m.in groszkiem i marchewką, apetyczne i treściwe ;) Wszystko popiłyśmy sprzedawaną w lokalu, dodającą energii yerbatą. W Loving Hut zamówiłyśmy dwa dania na pół- smażone tofu podane z warzywami, ryżem i surówką, oraz zestaw Royal Noodle, obabyły wyśmienite i baardzo sycące.Niestety byłam tak głodna, że całkiem zapomniałam o zrobieniu zdjęcia, jednakwzięłyśmy na wynos dwa kawałki ciasta czekoladowego (równie pysznego,co pozostałe dania), którego nie ominęła mini sesja zdjęciowa ;> Popiłam swoją porcję pysznym mlekiem ryżowym (jak na razie jest to moje ulubione mleko roślinne). Przywiozłam dwa kartony ze stolicy, więcw najbliższej przyszłości możecie się spodziewaćjakiegoś pysznego deseru na bazie ww. napoju.